HOME > BLOG > DROGA TOTTENHAMU DO MADRYTU

DROGA TOTTENHAMU DO MADRYTU

Jak do tego doszło? Nie wiem

1 czerwca w Madrycie czeka nas wspaniały finał Ligi Mistrzów z udziałem Liverpoolu i Tottenhamu, lecz gdy przypomnimy sobie drogę obu drużyn to pierwsza myśl jaka przychodzi nam do głowy to słynne słowa piosenki Polskiego króla disco polo. Oprócz niesamowitych zwrotów akcji w półfinałach należy pamiętać ogromne problemy obu finalistów w fazie grupowej gdzie walka o wyjście trwała do ostatnich minut. Tegoroczna edycja Ligi Mistrzów jest najpiękniejszą jaką pamiętamy dlatego będziemy do niej wracać i wracać, a w pierwszej kolejności przypomnimy sobie jak wyglądała droga finalistów do Madrytu.


TOTTENHAM HOTSPUR

FAZA GRUPOWA


W fazie grupowej Tottenham trafił na FC Barcelone, Inter Mediolan oraz PSV Eindhoven. Po trzech pierwszych kolejkach powiedzieć, że sytuacja Spurs była zła to nic nie powiedzieć. Koguty przegrały dwa pierwsze mecze z Interem oraz Barceloną, a z PSV udało się tylko zremisować na wyjeździe. W tym czasie Barcelona odniosła komplet zwycięstw, a Inter zgromadził 6 oczek, więc strata do głównych rywali wynosiła 5 i 8 punktów. Nawet zwycięstwa nad PSV i Interem w meczach rewanżowych nie poprawiły zbytnio humorów w Londynie, ponieważ po 5 kolejkach Tottenham i Inter miały na koncie równą ilość punktów, a na ostatnią serię gier Koguty jechały na Camp Nou, a klub z Mediolanu podejmował u siebie nie walczące już o nic PSV. Na szczęście dla Spurs Holendrzy powalczyli i zremisowali na San Siro, a Lucas Moura w 85 minucie strzelił na 1:1 i Tottenham rzutem na taśmę awansował do fazy pucharowej. Tabela grupy B ostatecznie prezentowała się tak:



1/8

Pierwszym rywalem Kogutów w fazie pucharowej była Borussia Dortmund. Spotkanie tej pary było jednym z ciekawiej zapowiadających się spotkań w 1/8 finału. BVB miała za sobą świetny okres, wygrała grupę A z 13 punktami na koncie oraz prowadziła w Bundeslidze dlatego wielu widziało drużynę z Dortmundu w roli faworyta. Jak się później okazało Borussia była jednak najłatwiejszą przeszkodą w drodze do finału. W pierwszym meczu u siebie po bramkach Sona, Vertonghena i Llorente Tottenham wygrał 3:0 i sprawę awansu praktycznie rozstrzygnął w Londynie. W rewanżu kibice Borussi liczyli na cud, ale pewna gra w obronie oraz gol Kane’a na dobre załatwił sprawę awansu. Bardzo dobra gra i Tottenham melduje się w ćwierćfinale.


Tottenham – Borussia Dortmund 3:0 (Son, Vertonghen, Llorente)

Borussia Dortmund – Tottenham 0:1 (Kane)


1/4

W ćwierćfinale los skojarzył ze sobą dwa angielskie zespoły i Tottenham czekał bratobójczy pojedynek z Manchesterem City. I ponownie podopieczni Mauricio Pochettino nie byli faworytem do awansu. City pod wodzą Pepa Guardioli kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa w Premier League, a w 1/8 finału w dwumeczu zmiażdżyli FC Schalke aż 10:2! Pierwszy mecz nie był porywającym widowiskiem, a bardziej wyczekiwaniem na błędy rywala. Ten błąd zrobili w końcu piłkarze The Citizens, który wykorzystał Heung-Min Son i to Koguty jechały ze skromną zaliczką do Manchesteru. Ten mecz mógł się jednak potoczyć zupełnie inaczej gdyby rzut karny na początku spotkania wykorzystał Aguero. Jeżeli w pierwszym spotkaniu byliśmy świadkami wyczekiwania na ruch rywala to w rewanżu już nikt nie chciał czekać i zobaczyliśmy prawdziwe szaleństwo!

4 minuta 1:0!

7 minuta 1:1!

10 minuta 1:2!

11 minuta 2:2!

Cztery bramki w 11 minut na takim poziomie to sytuacja wręcz nieprawdopodobna, a najlepsze w tym meczu było cały czas przed nami. W 21 minucie bramkę na 3:2 zdobył Sterling i Manchesterowi do awansu brakował już tylko jeden gol. Mecz cały czas toczył się w bardzo szybkim tempie, upragnionego gola dla The Citizens strzelił Aguero w 59 minucie spotkania. Po tej bramce wydawało się, że Tottenham już się nie podniesie. Manchester kontrolował przebieg meczu i nie dopuszczał rywali pod własne pole karne. W 73 minucie byliśmy świadkami chyba największej kontrowersji w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Llorente po dośrodkowaniu z rzutu rożnego skierował ręką piłkę do bramki. Sędzie długo analizował sytuację za pomocą VARu, ale ostatecznie postanowił uznać bramkę i sytuacja znowu zmieniła się o 180 stopni. Manchester po stracie ruszył do huraganowych ataków i wydawało się, że dopiął swego w doliczonym czasie gry. Błąd Eriksena wykorzystał Sterling, który po podaniu Aguero strzelił nie do obrony. Etihad Stadium w tym momencie eksplodował, a sam Pep Guardiola oszalał z radości. Radość nie trwała jednak długo. Sędzia po videoweryfikacji dopatrzył się spalonego i słusznie nie uznał bramki i po chwili zakończył spotkanie. Niesamowita karuzela emocji, zwroty akcji, fantastyczne widowisko i Koguty meldują się w półfinale.


Tottenham – Manchester City 1:0 (Son)

Manchester City – Tottenham 4:3 (Sterling x2, B. Silva, Aguero – Son x2, Llorente)



1/2

Ostatnią przeszkodą Tottenhamu w drodze do finału był Ajax Amsterdam. Na pierwszy rzut oka przeciwnik mniej wymagający, który w ostatnich latach nie był topową marką w Europie. Ale ekipa Erika ten Haga to prawdziwy czarny koń tegorocznej Ligi Mistrzów, który po drodze wyrzucił takie potęgi jak Real Madryt czy Juventus Turyn. Przed pierwszym meczem Pochettino powtarzał, że nie chce pozwolić, aby to Ajax dominował. Niestety to się nie udało. Na nowym stadionie Kogutów to Holendrzy prowadzili grę i stwarzali sobie dogodne sytuacje. Już w 15 minucie po bardzo ładnej zespołowej akcji bramkę strzelił Van de Beek. Tottenham próbował odpowiedzieć, ale próby były nieudolne i to Ajax cały czas prezentował się lepiej. Mecz zakończył się zwycięstwem Ajaxu i jeżeli ktoś mógł czuć niedosyt po spotkaniu to drużyna z Amsterdamu, ponieważ miała okazje, aby to prowadzenie podwyższyć.

Pierwsza połowa rewanżu miała bardzo podobny przebieg jak mecz w Londynie. Posiadanie piłki, ładne kombinacyjne akcje i dominacja gospodarzy z tym, że w Amsterdamie Ajax już był bardziej konkretny i po pierwszej połowie prowadził 2:0 po bramkach Matthijsa de Ligta i Hakima Ziyecha. Wydawałoby się, że pozamiatane, lepsza gra i zasłużone prowadzenie. W tym momencie goście potrzebowali trzech bramek do awansu. Tottenham nie miał już nic do stracenia i wyszedł po przerwie mocno odmieniony co zaowocowało szybko strzelonymi bramkami w 55 oraz 59 minucie. Najpierw Lucas wykończył kontrę zespołu z Londynu, a po chwili ten sam zawodnik po sporym zamieszaniu w polu karnym doprowadził do wyrównania. I w tym momencie mecz rozpoczął się na nowo. Ponownie inicjatywę przejął Ajax, który mógł wyjść na prowadzenie, ale raz piłka trafiła w słupek, a kolejny raz dobrze interweniował Lloris. Kibice już pomału zaczynali świętować, gdy Ajax w 94 minucie meczu trzymał piłkę przy chorągiewce i czekał na ostatni gwizdek sędziego. Wtedy zdarzyła się rzecz niebywała. Piłkę przejął Tottenham i wybił ją daleko pod pole karne przeciwnika. Dele Alli zagrał do bezbłędnego tego wieczoru Lucasa i brazylijczyk strzelając gola doprowadził cały Londyn do euforii. Kolejny niesamowity mecz i podopieczni Pochettino jadą do Madrytu!


Tottenham – Ajax 0:1 (Van de Beek)

Ajax – Tottenham 2:3 (De Ligt, Ziyech – Lucas x3)


A na koniec słynne już zdjęcie kibica Tottenhamu, który opuścił stadion Ajaxu po pierwszej połowie przy stanie 2:0 dla gospodarzy...
Trzeba wierzyć do końca :)