HOME > BLOG > DROGA LIVERPOOLU DO MADRYTU

DROGA LIVERPOOLU DO MADRYTU

LIVERPOOL

FAZA GRUPOWA

Liverpool trafił na bardzo ciężką grupę C w której mierzył się z PSG, Napoli oraz Crveną Zvezdą Belgrad. Podopieczni Jurgena Kloppa dobrze rozpoczęli zmagania i w pierwszym meczu pokonali najgroźniejszego rywala, zespół z Paryża 3:2. Następnie przyszła porażka z Napoli oraz zwycięstwo u siebie z Crveną Zvezdą. Bilans 6 punktów po trzech meczach był obiecujący, ale dwa pierwsze mecze rewanżowe to dwie porażki z PSG oraz z zespołem z Belgradu i sytuacja po pięciu seriach gier nie była dla Liverpoolu zbyt ciekawa. LFC w ostatnim meczu musiał wygrać z Napoli, które dotychczas było niepokonane w fazie grupowej i któremu do awansu wystarczał remis na Anfield Road. Liverpool po bramce Salaha wygrał ostatecznie 1:0 i miał tyle samo punktów co Napoli, taki sam bilans bezpośrednich starć oraz taki sam bilans bramkowy. Drużyna Jurgena Kloppa miała jednak więcej strzelonych bramek w fazie grupowej i cieszyła się z awansu.

Ostatecznie tabela grupy C wyglądała następująco:




1/8

W 1/8 finału Liverpool trafił na jednego z głównych faworytów do zwycięstwa w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Bayern Monachium był bardzo trudnym rywalem co pokazał już pierwszy mecz na Anfield. Była to najciekawsza para na tym etapie rozgrywek i kibice spodziewali się emocji i bardzo dobrego widowiska. Niestety pierwszy mecz zawiódł. Bayern wyszedł na mecz skoncentrowany, spokojny i nastawiony głównie na kontry. Ofensywa LFC również nie mogła się przebić przez obronę bawarczyków i pierwszy mecz zakończył się ostatecznie bezbramkowym remisem. Bardziej zadowolony z tego rezultatu był oczywiście Bayern, który nie stracił bramki na trudnym terenie i miał perspektywę rewanżu na własnym stadionie.

Mecz na Allianz Arena rozpoczął się pod dyktando podopiecznych Jurgena Kloppa. Piłkarze Liverpoolu wiedzieli, że szybko strzelony gol może zaburzyć plan taktyczny bawarczyków. W 26 minucie swoje ogromne umiejętności potwierdził Sadio Mane, który pięknie przyjął długie podanie od Van Dijka, obrócił się z Neuerem na plecach i technicznym uderzeniem umieścił piłkę w bramce. Bayern po stracie gola grał nerwowo, ale mimo wszystko zespołowi z Monachium udało się doprowadzić do wyrównania po samobójczym golu Matipa. W drugiej połowie nadal lepsze wrażenie sprawiał Liverpool co potwierdził strzelając dwa gole, które dały awans do ćwierćfinału. Najpierw po dośrodkowaniu z rzutu rożnego prowadzenie dał Virgil Van Dijk, a pod koniec meczu swojego drugiego gola dołożył Mane. Liverpool zwycięstwem nad Bayernem potwierdził swoje ogromne aspiracje.

Liverpool – Bayern Monachium 0:0

Bayern Monachium – Liverpool 1:3 (Matip-sam – Mane x2, Van Dijk)


1/4

W ćwierćfinale Liverpool trafił na teoretycznie jednego ze słabszych rywali w stawce. Dla FC Porto już awans do tej fazy rozgrywek był sporym sukcesem. Jeżeli ktoś spodziewał się jednostronnego dwumeczu to… miał rację. Przez całe 180 minut drużyna z Anfield była zdecydowanie lepszym zespołem i ani przez moment jej awans nie był zagrożony. W pierwszym meczu po bramkach Keity i Firmino LFC szybko objął prowadzenie i nie oddał go już do końca. Zwycięstwo 2:0 było najmniejszym wymiarem kary.

Mimo słabego pierwszego meczu kibice Porto liczyli na walkę w rewanżu. Niestety Mane szybko wybił im z głowy marzenia o awansie strzelając gola w 26 minucie na Estadio do Dragao. Liverpool w pełni kontrolował przebieg meczu, a swoje trafienia dorzucili jeszcze Salah, Firmino oraz Van Dijk. Pewna wygrana oraz awans do półfinału.

Liverpool – FC Porto 2:0 (Keita, Firmino)

FC Porto – Liverpool 1:4 (Militao – Mane, Salah, Firmino, Van Dijk)


1/2

FC Barcelona – główny kandydat do triumfu był rywalem Liverpoolu w półfinale, ale w tym spotkaniu nie było jednoznacznego faworyta. Pierwszy pojedynek miał miejsce na Camp Nou. W mecz lepiej weszli piłkarze Jurgena Kloppa, którzy dłużej utrzymywali się przy piłce co w spotkaniach z Barceloną zdarza się niezwykle rzadko. Gra Liverpoolu zrobiła się bardziej nerwowa, gdy boisko z powodu kontuzji w 24 minucie opuścił bardzo dobry tego wieczoru Naby Keita. Zaledwie dwie minuty po tym zdarzeniu prowadzenie Bluagranie dał Suarez, który wbiegł za linię obrony i sprytnie przerzucił piłkę nad Alissonem. Liverpool próbował doprowadzić do wyrównania i miał ku temu kilka bardzo dobrych okazji zwłaszcza w drugiej połowie. Pod koniec spotkania drugi bieg wrzucił jednak Leo Messi, który najpierw dobił piłkę do pustej bramki, a następnie wspaniałym strzałem z rzutu wolnego podwyższył na 3:0. Rozmiary porażki mógł zmniejszyć Salah, ale mimo pustej bramki trafił tylko w słupek.
"Do zobaczenia w Madrycie."
"Barcelona po awans na Anfield jedzie jak po swoje."
To były tylko nieliczne tytuły gazet po pierwszym spotkaniu.
Liverpool oprócz fatalnego wyniku w rewanżu musiał radzić sobie jeszcze bez kontuzjowanych Salaha oraz Firmino. Dla Liverpoolu niemożliwe jednak nie istnieje i piłkarze Jurgena Kloppa od pierwszych minut na Anfield rzucili się niczym wściekłe psy na swojego rywala. Szybko strzelony gol przez Divocka Origi jeszcze bardziej podgrzał atmosferę i w powietrzu było czuć, że możemy być świadkami niesamowitego wieczoru. Barcelona również miała swoje okazję, ale to gracze LFC sprawiali wrażenie jakby biegali cały mecz z przytrzymanym klawiszem przyspieszenia. Bohaterem spotkania okazał się Wijnaldum, który w przerwie zastąpił kontuzjowanego Robertsona i który strzelił 2 bramki w przeciągu trzech minut. Najpierw wykończył płaskie dośrodkowanie Arnolda, a następnie pięknym uderzeniem głową doprowadził do wyrównania stanu w dwumeczu. Mimo wyrównania Barcelona nie znajdowała się w tragicznej sytuacji. Jedna bramka sprawiała, że The Reeds znowu by potrzebowali dwóch trafień. Ale tego wieczoru Liverpool był niesamowity i dopiął swego w 79 minucie po kuriozalnym golu. Alexander Arnold wykonywał rzut rożny, odszedł na sekundę od piłki, ale zaraz do niej wrócił i zagrał w pole karne. Piłkarze Barcelony zaspali, nie zauważyli tego podania, a sytuację wykorzystał Divock Origi. Wynik do końca spotkania nie uległ zmianie i byliśmy świadkami kolejnej niesamowitej remontady w Lidze Mistrzów. Awansował zespół lepszy.

FC Barcelona - Liverpool 3:0 (Suarez, Messi x2)
Liverpool - FC Barcelona 4:0 (Origi x2, Wijnaldum x2)




Po takich emocjach jakie zafundowali nam tegoroczni finaliści już nie możemy się doczekać jutrzejszego wieczoru.